Grupy producentów rolnych
Jak to się dzieje, że mimo niskiego pogłowia trzody chlewnej ceny żywca wciąż spadają.
Ministerstwo Rolnictwa umywa ręce, a stan rzeczy tłumaczy przymusem sprowadzania mięsa z zagranicy. Takie zjawisko występuję w wielu zakładach przetwórczych, co znacznie zmniejsza popyt w kraju, a surowiec traci na wartości.
Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że w dalekiej przyszłości może przyczynić się do likwidacji stada podstawowego, czego skutkiem będzie zanik rodzimej produkcji.
To irracjonalne zjawisko, by przy niskiej hodowli ceny skupu wciąż spadały. W chwili obecnej średnia cena za kilogram żywej wagi tucznika wynosi ok. 3,55 zł.
Zdaniem rządu przyczyna leży w kryzysie finansowym. Problemy z otrzymaniem kredytów w kraju skłaniają polskie zakłady mięsne do szukania pomocy u zagranicznych sąsiadów. Trafiają wówczas do zagranicznych banków branżowych, których często właścicielami są rolnicy. Ci zaś przy okazji zawierania umowy kredytowej zmuszają polskich przedsiębiorców do podpisania oświadczenia zobowiązującego do odbierania mięsa z ich rynku. Skutkuje to tym, że zakład nie zaopatruje się w polski surowiec.
Ministerstwo Rolnictwo zobowiązało się do zbadania tej sytuacji pod względem prawnym. Niestety w przypadku, gdy taki proceder jest zgodny z unijnym prawem, polski rząd ma „związane" ręce. Ponadto nie możemy zapominać o silnej pozycji banków niemieckich oraz duńskich w instytucjach i rządach europejskich, którym Polska raczej nie zagraża.
Kolejnym powodem takiej sytuacji w kraju jest niezwykle konkurencyjna cena mięsa za granicą. Powoduje to chociażby duża liczba wielkich ferm hodowlanych, które ponoszą znacznie niższe koszty produkcji. Czego na pewno nie odczuwają nasze krajowe małe gospodarstwa.
Nawet Święta Bożego Narodzenia nie wpłynęły na zwiększenie popytu na mięso. Wobec tego rolnicy nie łudzą się, że sytuacja ulegnie zmianie przed Wielkanocą. Nie mogą jednak zrozumieć dlaczego ceny gotowych produktów mięsnych wciąż rosną, kiedy oni otrzymują niewiele za swoje tuczniki. Przetwórnie natomiast, bronią się koniecznością opłacania rachunków za energię i paliwa.
Lekarstwem na istniejącą sytuację miałoby być tworzenie grup producenckich. Jak to potocznie mówią „w kupie siła". Wówczas tak zrzeszeni producenci byliby bardziej skuteczni w negocjacjach z polskimi bankami spółdzielczymi. Ponadto mogliby sobie pozwolić na obniżenie kosztów, co przyczyniłoby się do zwiększenia ich konkurencyjności na rynku. Wynegocjowanie lepszej ceny za pasze to nie jedyna korzyść. Duże znaczenie ma także możliwość podpisywania większych kontraktów na dostawy z prężnymi zakładami mięsnymi. To natomiast, zapewnia stabilizację cen.
Przytłaczający jest niestety fakt, że zachodni rolnicy zawsze będę w lepszej „kondycji". Przyczyną jest chociażby to, że często sami hodowcy są też współwłaścicielami zakładów mięsnych. Pozwala im to na chociażby częściową rekompensatę ewentualnych strat. W Polsce dzieje się tak tylko w przypadku spółdzielczości mleczarskiej.
Niestety realia są zatrważające. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie i nie wyjdziemy z zamkniętego koła, rolnikom pozostanie już tylko rezygnacja z hodowli świń. Nasuwa się zatem pytanie dokąd zmierza polskie rolnictwo?
KŻ
Portal Rolniczy Agror
Portal Rolniczy Agror - www.agror.pl
Reklama


