Aktualności
Wraz z topniejącymi śniegami rolnicy zabierają się za „porządki”.
Moda na wypalanie niekoszonych łąk, poboczy, rowów czy skarp, mimo kar i zagrożenia utratą dotacji, wciąż ma wielu zwolenników.
Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ostrzega, że rolnik wypalający trawy musi liczyć się z tym, że zostanie mu odebrana część dotacji. Należna kwota wszystkich przyznanych dopłat bezpośrednich może ulec zmniejszeniu o około 3%. Należy jednak pamiętać, że każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, zatem kara może być większa lub mniejsza. Pod uwagę brany jest fakt czy rolnik dopuścił się tego czynu pierwszy, czy też kolejny raz. Ponadto istotna jest wielkość obszaru, na którym została wypalana trawa.
Oprócz ryzyka utraty dotacji za czyn ten grożą także poważne sankcje finansowe. Straż pożarna po ustaleniu sprawcy może bezzwłocznie wystawić mandat w wysokości do 500 złotych. Ponadto o zakazie wypalania nieużytków jest mowa w ustawie o ochronie środowiska, kodeksie wykroczeń, a także kodeksie karnym. Obowiązujące prawo kwalifikuje wypalanie łąk, pastwisk, nieużytków, rowów, pasów przydrożnych, szlaków kolejowych, trzcinowisk lub szuwarów jako wykroczenie. Popełnienie tego przestępstwa wiąże się z karą aresztu lub grzywny do 5 tys. złotych. Ponadto w sytuacji, gdy dodatkowo dojdzie do zniszczenia mienia, sprawcy grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jeżeli dojdzie do tego zagrożenie życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach, wymiar kary może dojść do 10 lat.
Niestety mimo powyższych uregulowań prawnych, a także zagrożenia utratą dotacji problem wydaje się nie do pokonania. Rolnicy wciąż czują się bezkarni i pozostawiają hektary pogorzelisk. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, bowiem instytucje umywają ręce. Trwa tzw. „spychologia", by uniknąć odpowiedzialności. Brakuje choćby egzekwowania przestrzegania prawa. Bazuje się jedynie na wywieszaniu stosownych informacji w urzędach gmin, czy też pogadankach na wiejskich zebraniach. Urzędnicy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, ale tłumaczą się bezradnością w obliczu „zmowy milczenia". Bowiem, by ukarać muszą złapać sprawcę na gorącym uczynku lub choćby mieć świadka zdarzenia, a tak dzieje się niezmiernie rzadko, jeśli w ogóle.
Zagrożenie jest jednak ogromne, nie tylko dla ludzi i zabudowań, ale także z uwagi na środowisko. To przede wszystkim emisja szkodliwych substancji do atmosfery, niszczenie flory i fauny. Wiosną, kiedy to właśnie rusza okres lęgowy zwierząt i ptaków, w ogniu giną młode wraz z matkami. Nie ma wytłumaczenia dla takiego postępowania, to efekt lenistwa i złudne przekonanie, że jest to najlepsza droga do użyźnienia gleby. W obliczu tak patowej sytuacji konieczna jest edukacja ekologiczna i uświadamianie, jakie szkody niesie za sobą wypalanie nieużytków. Z pewnością nie poprawia jakości gleb, a wręcz przeciwnie doprowadza do ich wyjałowienia. Przyspiesza także erozję gruntów, niszczy zadrzewienia śródpolne oraz skupiska roślinności. Ponadto oprócz suchych traw i chwastów spaleniu ulegają również grzyby, porosty i glony, które to właśnie przyczyniają się do podnoszenia żyzności gleby. Przy okazji takiego pożaru powstają szkodliwe dymy zawierające tlenki siarki, węgla, azotu oraz związki rakotwórcze. Wreszcie pociąga też za sobą ogromne koszty, gdyż przyjazd straży pożarnej kosztuje kilkaset złotych.
Reasumując brakuje nam niestety wyobraźni. Do póki społeczeństwo nie zacznie zdawać sobie sprawy z powagi zagrożenia i nie porzuci swoich przyzwyczajeń ogień będzie „pożerać" nasze środowisko.
KŻ
Portal Rolniczy Agror

